Resetuj i przejdź na stronę główną...

16.02.2002: Mt. Bromo
Refleksja

Kiedy ludzie tutaj (w Indonezji - przyp. red.) są tak otwarci i przyjaźni, przypominają mi się także miłe przeżycia w domostwach Europy Zachodniej, którą swego czasu zjeździłem rowerem. Podobnie było w Rumunii i na Ukrainie. Kocham nasz kraj, uważam że jest piękny i ciekawy - nie należy doprowadzić do sytuacji "cudze chwalimy, swego nie znamy". Z pewnym rozczarowaniem wspominam jednak swój marsz przez Polskę, kiedy to zamykano przede mną drzwi. Wieśniacy się bali (z wyjątkami), ale również sołtys, policja czy ksiądz odsyłali mnie na nocleg, wskazując na przystanek autobusowy (chłodny październik). Nieco lepiej jest u nas z autostopem, a na przykład we Włoszech machałem przez 52 godziny

Do czego zmierzam?

Wszędzie, gdziekolwiek przebywamy, spotykamy mnóstwo osób. Mówi się: "Lepiej poznasz kraj, im więcej poznasz ludzi". Uważam jednak, że na całym świecie są tylko dwa gatunki: dobrzy i niedobrzy (jak ja ich nazywam: "ludzie i ludziska"). Często nasza subiektywna ocena jest wynikiem tego, jakich ludzi spotykaliśmy częściej, nie bez znaczenia jest także ostatnie wrażenie. Jeżeli przedstawiciel danej narodowości wyrządził nam jakąś krzywdę, pod złą opinię podciągamy często cały naród. Jest to wytłumaczalne, lecz błędne. Najgorsze są jednak moim zdaniem uprzedzenia ideologiczne, jak na przykład nienawiść do wszystkich muzułmanów po ostatnich wydarzeniach na świecie. Jak do tej pory, najwięcej bezinteresownej serdeczności i otwartości okazali mi Irańczycy, podobnie było w Pakistanie. Nie mogę teraz tych zwykłych ludzi winić za jakieś działania islamskich rządów, świadczyłoby to tylko i wyłącznie o moim niskim poziomie. Chodzi mi o to, że powinno się do każdego człowieka podchodzić indywidualnie, bez uprzedzeń. Życzę
Wam i sobie, abyśmy spotykali jak najwięcej tych życzliwych nam. bo nic tak nie dopinguje do dalszego poznawania, jak pozytywne doświadczenia, czyniące naszą podróż (potocznie zwaną życiem) bardziej ekscytującą.

Cześć!

Michał