Resetuj i przejdź na stronę główną...

07.03.2005: Korespondencja z Kandi (północ Beninu)
Czolem,

Wlasnie dotarlem do polnocnej czesci Beninu. Sawanna i goraco jak w piekle. Usiluje cos napisac zanim mi wylacza prad, a robia to z duza namietnoscia.

Wypoczynek nad Zatoka Gwinejska trwal 6 dni i byl wspanialy. Potem bylem w Abomey, slynnej stolicy Krolestwa Dahomej. Dahomej jest gloryfikowany jako ostoja niepodleglosci, chociaz tak naprawde cala jego potega pochodzila z handlu niewolnikami za ktory dzis oskarzaja tylko kolonialistow, a nie siebie. Ze swietnosci Dahomeju niewiele zostalo. Malunki (ponoc wedlug UNESCO arcydziela) sa na poziomie rysunkow naszych pierwszoklasistow, a wrecz przedszkolakow.

Przez Benin podruzuje tak zwanymi zbiorczymi taksowkami. Fakt, ze nie czeka sie dlugo na odjazd, ale potem trzeba dostosowac sie do kierowcy. Dzis na przyklad gosc zatrzymal sie z wypelniona po brzegi pasazerami taksowka przy szpitalu, w ktorym musial odwiedzic swoja chora corke.

W kazdym razie jestem o 105 km od przejscia granicznego do Nigru. Pogoda plata figle. Ostatniej nocy w Parakou (Srodkowy Benin) byla straszliwa burza, a ponoc jest to pora sucha. Wszyscy byli tutaj zaskoczeni. Tydzien temu podobny harmagedon przezylem na wybrzezu, ale tam mialo to prawo zaistniec, bo zaczyna sie tam powoli pora deszczowa. Zatoka Gwinejska to juz przeszlosc. Stad z Kandi do niej jest az 630 km. Teraz kieruje sie na Agadez w Nigrze, czyli na oaze na Saharze.

W Kandi niestety dosc dlugo nie bylo pradu i musze pic cieple piwo w tym upale. To juz nie tylko kara za grzechy, to chyba cos wiecej.

Pozdrawiam goraco, w przenosni i doslownie biorac pod uwage temperature. Wedlug planu wracam do Poznania 24 marca. Jeszcze napisze z Nigru.

Sciskam.
Remi.